Komandos na pustelni – relacja

Poniżej relacja  ze spotkania pióra reporterki Gościa Niedzielnego, p. Karoliny Pawłowskiej.

Ks. Claudio BonavitaPo wakacyjnej przerwie na Górę Polanowską wrócili Mężczyźni Pustelni. Gościem wrześniowego spotkania był ks. Claudio Bonavita – kiedyś komandos, teraz wojownik „sił specjalnych” Pana Boga.

Do franciszkańskiej pustelni zjechało się ponad 80 panów, nie tylko z terenu diecezji. Jak mówią stawiają się na te spotkania, żeby porozmawiać w swoim gronie o męskich sprawach, ale także po to, by posłuchać nauki skierowanej właśnie do mężczyzn – po męsku.

Tym razem naukę dla panów głosił ks. Claudio Bonavita.

– Duch Święty szuka ciebie, który masz pokorne serce, gotowe słuchać tego, co Bóg chce ci powiedzieć. Bo możliwe, że będzie do ciebie mówić rzeczy, które bardzo ci się nie spodobają. Ale On chce tylko tego, żebyś miał pewność, że cokolwiek przewiduje dla ciebie jest najlepsze. Masz dzieci? To wiesz, że wszystko, co robisz, robisz z miłości do nich, choć nie zawsze dzieci to rozumieją i nie zawsze są ci za to wdzięczne. My wiele razy zachowujemy się w stosunku do Boga tak samo – mówił uczestnikom spotkania.

Dzielił się z nimi świadectwem swojego życia, opowiadając o niezwykłej drodze, którą przebył nim trafił do polskiego seminarium prosto z… Włoskich Sił Zbrojnych.

– W mojej rodzinie Pan Bóg nie był najważniejszy, był jedynie dodatkiem. Najważniejsze było wykształcenie, praca, zarabianie pieniędzy. W pewnym momencie tak bardzo w to uwierzyłem, że w ogóle nie chodziłem do kościoła, bo uważałem, że to strata czasu. U nas w Kalabrii mówimy na przykład: „dobra, widzimy się jutro – jeśli Pan Bóg chce”, albo „zrobimy to za rok – jeśli Pan Bóg chce”. Piękne słowa, ale nikt się z tym nie liczy – opowiadał.

Jako instruktor spadochroniarzy zgłosił się na misję pokojową do Somalii, zachęcony przede wszystkim wysokimi zarobkami. Wycofał się tuż przed wyjazdem.

– Dwa dni przed wyjazdem wykonywałem skok z samolotu i nie otworzył mi się spadochron. Byłem tak przerażony i poczułem, że jestem martwy. Spadochron otworzył się w ostatniej chwili, ale kiedy dotykałem ziemi pomyślałem sobie: po co mi to wszystko? Po co mi te pieniądze? Po co mi martwienie się o jutro? Zmarnowałem tyle lat swojego życia, bo nie żyłem w pełni – przyznawał ks. Claudio.

Udał się do Międzynarodowego Centrum Drogi Neokatechumenalnej w Porto San Giorgio, gdzie w wyniku losowania został skierowany do Seminarium Redemptoris Mater w Warszawie.

– Moja decyzja o pójściu do seminarium była dla wszystkich szokiem. Ja robiłem różne rzeczy w życiu, nie najlepsze, paliłem, nie tylko papierosy, rozbijałem się motorem. Każdy mówił: „ty księdzem?! Kto jak kto, ale nie ty! Przecież kościół nie upadł tak nisko”! Moja mama zemdlała, kiedy jej o tym powiedziałem. Powiedziała mi, że dla niej umarłem. Tata inaczej, po męsku, powiedział, że jeśli muszę być księdzem, to mam jechać do seminarium. Oni z mamą dadzą sobie radę. Ale jeśli za chwilę wrócę i powiem, że się rozmyśliłem, to on mnie pobije – wspominał ze śmiechem ks. Claudio.

Przekonywał panów, że trzeba zostawić Panu Bogu miejsce w życiu.

– Jeśli ty poukładałeś sobie wyobrażenia na temat swojego życia, to jak Pan Bóg może cię zaskoczyć? Gdzie jest dla Niego miejsce w twoich schematach, w twoich planach? A kiedy coś pójdzie inaczej niż sobie wyobrażałeś, to od razu się denerwujesz i mówisz: „o nie, tak się nie bawię”. Ty chcesz, ty musisz mieć wszystko pod kontrolą. Nawet jeśli chodzisz do kościoła, wydaje ci się, że jesteś w porządku wobec Pana Boga, to budujesz na sobie, nie na Jezusie – mówił duszpasterz.

– Żona nie taka, dzieci nie takie, szef nie rozumie, studia nie idą, kolega jest do niczego. Wszyscy na całym świecie starają się o to, żebyś ty był nieszczęśliwy. A ty biedaku jesteś pokrzywdzony. I mówisz do Pana Boga: no ile można! Przecież ja jestem taki dobry człowiek, mało takich jak ja na świecie, a tak podle jestem traktowany! – prowokował, wyjaśniając:

– Odzwyczailiśmy się przyjmować cierpienie. Mamy tylko nadzieję na święty spokój, na to, że będzie nam wygodnie i dobrze. Dlatego w tych momentach trudnych módl się jak Jezus o to, byś mógł pełnić wolę Bożą. A jaka jest wola Boża wedle ciebie? Czy ty kiedykolwiek pytałeś o to Pana Boga, czy prosiłeś Boga o to, żeby pomógł ci ją wypełnić? Jeśli masz wstać rano do pracy, to to jest wola Boża dla ciebie, dlatego proś Go, żebyś jak najlepiej wypełnił swoje zadania.

Na koniec zachęcał zebranych, aby nie bali się oddać swojego życia Bogu.

– On może wyciągnąć cię z twoich nałogów, z grzechów, podniesie cię z upadków. Nawet, jeśli twój syn nie jest taki, jak byś chciał, czy przestajesz go kiedykolwiek kochać? Pan Bóg też, choć wiele razy zupełnie nie jesteś taki, jaki on by chciał, żebyś był, nie przestaje cię kochać, bo jest wierny. Jeśli to zrozumiesz, że Bóg cię kocha i wszystko, co robi, robi wyłącznie z miłości do ciebie, zmieni się twoje życie. Nie bój się oddać Bogu swojego życia – zachęcał ks. Bonavita.

Męskie spotkania we franciszkańskiej pustelni odbywają się w każdy ostatni czwartek miesiąca. Zainicjowali je sami panowie, którzy – stając przed Bogiem – chcą w męskim gronie rozmawiać o męskich sprawach.

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.