Nawrócony gangster


Gościem męskiego spotkania na Gorze Polanowskiej był Piotr Stępniak, nawrócony gangster.

W przestępczym świecie znany był jako „Gepard”, jeden z najbardziej niebezpiecznych wrocławskich gangsterów. Handel żywym towarem, bronią, narkotykami. Haracze, napady, pobicia, wymuszenia. Długa jest lista przestępstw, którymi zapracował sobie na pseudonim i ćwierćwiecze odsiadki.

O tej części swojego życia Piotr Stępniak mówi niechętnie. Wspomina dzieciństwo: ucieczki przed pijącym i bijącym ojcem, który w końcu zostawia rodzinę, popadającą w alkoholizm matkę, kolejnych „wujków”, dom z odciętym prądem i niekończące się pijackie awantury. Przestępczą karierę zaczął od kradzieży kanapek koleżance. Potem było tylko gorzej.

– Nienawidzę mówić o swoim życiu, bo było ono obrzydliwością w oczach Pana – tłumaczy. Mówi tylko tyle, ile potrzeba, żeby zrozumieć jak wielką falą rozlała się w jego życiu Boża łaska, kiedy Jezus znalazł go w „ence”, więziennym oddziale dla niebezpiecznych przestępców.

– Moją mamę zamordował człowiek, który siedział ze mną w celi, brat zapił się na śmierć, najmłodszego brata nie znam. Nic mnie to nie zmieniło. Nie zmienił mnie żaden wyrok, żaden program, żaden terapeuta, żadna kula, która przeszyła moje ciało – wylicza Piotr Stępniak.

– Kiedy odsiadywałem ostatni wyrok, miałem już za sobą kilka prób samobójczych. Wpadłem na pomysł, żeby na spacerniaku zabić więźnia, żeby funkcjonariusze mnie zastrzelili. Z taką myślą wyszedłem na spacer. A ten więzień, z którym spacerowałem wyszedł z myślą, żeby powiedzieć mi Ewangelię. Kiedy mnie mijał, powiedział: „Jezus cię kocha”. Wyzywałem go. Ale znów to zrobił. Więc pobiłem go tak, że trafił do szpitala. Nie złorzeczył mi, nawet nie założył sprawy, modlił się o mnie – opowiada.

Jezus przyszedł do niego w więziennej celi, po kolejnej próbie samobójczej (usiłował poderżnąć sobie gardło).

– Myślałem: dlaczego ja nie mogę umrzeć? I wtedy Duch Święty przypomniał mi słowa, które ten człowiek do mnie powiedział: „Jezus cię kocha”. Krzyknąłem: „Pomóż mi!”. I Jezus powiedział do mnie: „Synu wstań i wyznaj swoje grzechy”. Upadłem na kolana, bardzo długo wyznawałem swoje winy i płakałem. Wtedy Jezus wyciągnął ze mnie kamienne serce i wlał w nie miłość. Przeszyła mnie od góry do dołu. Radowałem się, śpiewałem i wielbiłem Boga – mówi Piotr Stępniak.

Świadectwa nawróconego przestępcy słuchało we franciszkańskiej pustelni kilkudziesięciu mężczyzn, którzy zjechali się na Świętą Górę Polanowską na swoje comiesięczne spotkanie. Przyjeżdżają tu, żeby wspólnie się modlić i słuchać.

– Stawiamy na mocne świadectwa, które są w stanie poruszyć męskie serca, na słowa prawdy i pouczenia – czasami trudne do przyjęcia – które zmuszają nas do weryfikowania własnego życia przed Bogiem  – mówi Marcin Piotrowski, jeden z inicjatorów grupy „Mężczyźni Pustelni”.

Po takie konkrety przyjeżdża na męskie spotkania Wojtek. – Mogłoby się wydawać, że my jesteśmy w porządku, bo nikogo nie zabiliśmy, nie okradliśmy. Ale grzeszymy na tysiące innych sposobów i nie ma znaczenia, jaki „kaliber” ma ten grzech – podsumowuje to, co usłyszał od Piotra Stępniaka. – To było mocne świadectwo. We mnie spowodowało uczucie zazdrości z powodu tego doświadczenia, które dzisiaj pozwala mu żyć pewnością. On nie ma żadnych wątpliwości. Po ludzku u nas z tym zawierzeniem Bogu bywa krucho. Za dużo człowiek chce załatwiać spraw po swojemu. To taka przypadłość facetów: mieć wszystko pod kontrolą, ze wszystkim sobie radzić i działać zgodnie ze swoim planem. Gdzie w tym miejsce dla Pana Boga? Stąd każdemu z nas potrzeba nieustannego nawrócenia i przypominania sobie: jesteś tylko aktorem, to Bóg jest reżyserem – mówi.

– Mężczyźni są dzisiaj krusi i słabi. Nadrabiają miną. Poszli na łatwiznę, zrzucając wszystko na barki kobiet. Nie potrafią być ojcami, mężami, a potem szukają potwierdzenia siebie w dobrobycie, w alkoholu, w pornografii. Bardzo wielu mężczyzn jest uzależnionych od pornografii, diabeł wiedział, gdzie uderzyć w faceta – diagnozuje Piotr Stępniak.

Ma nadzieje, że jego świadectwo też uderzy: w męskie serca.

– Kto ma im to powiedzieć, jeśli nie inny facet? – pyta. – Zwłaszcza młodym jest to potrzebne, więc jeżdżę do szkół. Mówię im o konkretach, nie o bajkach. Są dwie drogi: albo idziesz szeroką i kończysz, jak ja wtedy, albo idziesz tą wąska za Jezusem i to jest bycie twardzielem.  Twardzielem nie jest ten napakowany koleś, ale ten, który widzi swój grzech, potrafi upaść na kolana i zapłakać szukając pomocy u Boga – przekonuje i daje mężczyznom receptę na życie:

– Tu masz wszystkie odpowiedzi: jak kochać, jak wychowywać dzieci, jak być dobrym mężem, jak być szczęśliwym – podnosi w górę Pismo Święte. – Nie muszę czytać innych poradników. Moim terapeutą jest Jezus Chrystus – dodaje.

Nauki dla panów na Świętej Górze Polanowskiej odbywają się w każdy ostatni czwartek miesiąca. Rozpoczyna je Eucharystia o godz. 18, kończy zaś męskie spotkanie przy stole lub ognisku.

Karolina Pawłowska / koszalin.gosc.pl

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.